Głowa do języków i co zrobić, gdy jej nie masz?

Nie mam głowy do języków, nic mi nie wchodzi, uczę się już tyle lat, ale nic z tego nie będzie… Znacie to? Mówicie? Słyszycie? To jak to jest z tą głową do języków, można ją mieć lub nie mieć? Ja Wam napiszę, co o tym myślę i od razu zaznaczam, że jest to moja subiektywna opinia oparta na obserwacjach i doświadczeniu.

Według mnie, jak najbardziej można nie mieć głowy do języków. Nie możesz zapamiętać nowych słów, gramatyka zupełnie nie ma sensu, niby próbujesz mówić, ale kiepsko to wychodzi. W szkole być może były przedmioty, do których też nie miałeś głowy, bo polski był fajny, ale matematyka do bani, biologia ciekawa, ale fizyka, to już czarna magia. Za moich czasów bardzo często zdarzał się uczeń, ktory łagodnie mówiąc ‘zimował’, czasem nawet dwa razy. Miałam kolegę, który dołaczył do nas w pierwszej klasie, bo nie zdał. Tak, dokładnie, w pierwszej klasie podstawówki. Dziś raczej nie do pomyślenia. Ale nie będę się tutaj rozpisywać o edukacji dziś i wczoraj. Chodzi mi tylko o to, że każdy jest w czymś leszy, a z czymś innym nie do końca sobie radzi, ale nawet ten uczeń, który kiedyś w życiu nie zdał, ostatecznie skończył szkołę z umiejętnościami czytania, pisania i rozwiązywania podstawowych rachunków. Powtarzając klasę, przerobił materiał po raz drugi i nawet, jeśli z oceną najniższą, to jednak zdał do następnej klasy, czy też skończył szkołę (jeśli powtarzał ostatnią klasę). Ja owszem mocno wierzę w to, że nie ma rzeczy niemożliwych, również jeśli chodzi o naukę języków obcych i zgadzam się jak najbardziej ze stwierdzeniem, że jeśli opanowałeś język polski,  jeden z najtrudniejszych języków świata, to innego języka też się nauczysz. A jak się nie możesz nauczyć, to jesteś leniem, niestety, ale taka jest prawda. Bo pytanie, na które musisz sobie udzielić odpowiedzi brzmi:  w jaki sposób się uczysz? Jak często? Jak długo? Ile naprawdę wysiłku wkładasz w naukę? Jestem w stanie uwierzyć, że można nie mieć głowy do języków, ale nie uwierzę, że z tego powodu języka nie możesz się nauczyć. Możesz, pytanie tylko, w jaki sposób się uczyć? Ten z głową do języków i ten bez głowy będą się uczyć zupełnie inaczej, a przynajmniej powinni się uczyć inaczej. Dlatego własnie jestem zagorzałą zwolenniczką lekcji indywidualnych, szczególnie dla osób poczatkujących, bo ten sam materiał przerobię na trzy różne sposoby z trzema innymi osobami, skupiając się na tym, jaka metoda pomoże danej osobie lepiej zrozumieć i przyswoić konkretne zagadnienia. Jeśli postawisz się w sytuacji takiego ‘zimującego’ ucznia, to nie ma bata, żebyś powtarzając klasę 2, 3 albo jak trzeba to i 4 razy, nie przyswoił materiału. I o to chodzi z nauką języka, częste powtórki, wracanie do materiału i systematyczna nauka. W jaki sposób uczą się dzieci? Od podstaw, od prostych słów, które często słyszą i powtarzają. Z dzieckiem, które dopiero zaczyna mówić, nie pogadasz sobie, ale zrozumiesz mniej więcej, kiedy chce pić lub jeść. Z 4-5latkiem porozmawiasz już o wielu rzeczach, opowie Ci, co się wydarzyło w szkole, dlaczego jest smutny, czy co chciałby robić w wakacje. O polityce, warunkach atmosferycznych czy nowym projekcie w pracy jeszcze z 5latkiem nie podyskutujesz, ale z nastolatkiem już raczej tak. O ile będzie chciał ma się rozumieć, bo z nastolatkami to nigdy nic nie wiadomo 😉 Także chodzi tutaj tylko i wyłącznie o zasób słów i o to, na jakie tematy chcesz rozmawiać.

Żeby móc porozumiewać się w codziennych sytuacjach, należy znać co najmniej 1000 słów. Tak przynajmniej twierdził Charles Kay Ogden, brytyjski lingwista, twórca listy podstawowych słów w języku angielskim. To dużo czy mało? To jest bardzo indywidualne podejście. Ten z głową opanuje taką listę dużo szybciej niz ten bez głowy 🙂 Ale ten bez głowy też opanuje, nawet jakby miało mu to zająć 5 lat, bo nigdy nie uwierzę, że powtarzając, nie można słów zapamiętać. O tym, jak się uczyć nowych słów, pisalam już wcześniej i oczywiście nie chodzi mi o wkuwanie słówek na pamięć, ale jeśli masz z nimi stycznośc, nauczysz się prędzej czy później. Jeśli spotykam osoby, które są w Anglii 5, 7 albo i więcej lat i angielskiego nie znają, bo twierdzą, że nie mają głowy do języków, to jest to tylko i wyłącznie wymówka. Jak najbardziej jestem w stanie uwierzyc, że głowy do języków nie masz, ale nie uwierzę, że przez 7 lat nie można nauczyć się języka w formie podstawowej chociażby. Wiem co mówię, bo też byłam takim leniem 🙂 Hiszpańskiego zaczęlam się uczyć jakieś 20 lat temu, a później miałam kilkuletnie przerwy. Nie usprawiedliwiałam się brakiem głowy do języków, ale brakiem czasu. Kolejna totalna bzdura 😀 Błąd zrozumiałam, biję sie w piersi i ucze sie systematycznie, a co z tego wyjdzie, okaże się za jakiś czas.

Może i nie masz głowy do języków, może łatwo ich nie przyswajasz, ale masz głowę na karku, więc wymówka słaba. Chyba czas brać się za naukę 🙂

Filmy po angielsku dla początkujących.

Ciężko jest polecić filmy do oglądania, bo ktoś woli oglądać komedie, a ktoś inny horrory. Pytanie brzmi, czy jeśli zaczynasz oglądać film po angielsku, to szybko się poddajesz, bo film jest nudny, czy po prostu większości dialogów nie rozumiesz? Ja na tym blogu staram się polecać materiały do nauki dla osób, które przygodę z angielskim dopiero zaczynają albo uczą się już jakiś czas, ale nadal mają spore problemy ze zrozumieniem języka. Oczywiście, że dobrze jest się otoczyć językiem, słuchać/oglądać jak najwięcej, więc oglądaj co chcesz i ile chcesz, ale ja jednak zachęcam do tego, żeby trochę czasu poświęcić na skupienie się i przeanalizowanie tego, czego słuchasz czy tego, co oglądasz.

Od czego zacząć, żeby łatwiej było film zrozumieć?

  1. Obejrzyj cały film od początku do końca, może być z polskimi napisami, jeżeli jest taka możliwość (absolutnie nie z lektorem!). Chodzi o to, żeby w Twojej głowie zapisał się obraz całej historii, żeby było wiadomo, o co chodzi, jakie problemy mają bohaterowie.
  2. Kiedy już wiesz, o czym jest film, wyłączasz polskie napisy i oglądasz od początku. Ja tutaj zachęcam do dzielenia filmu na “odcinki”, po 10-15 minut. Te 10-15 minut możesz wykorzystać jako porcję codziennej nauki angielskiego, żeby w ten sposób przeanalizować cały film. Może Ci to zająć nawet miesiąc, ale kogo to obchodzi? To jest Twoj miesiąc z wybranym przez Ciebie filmem.
  3. Oglądając po raz drugi, możesz włączyć angielskie napisy. Weź wtedy swój zeszyt do słówek i zapisuj nowe wyrażenia/zdania. Nie wszystkie od razu, bo może się okazać, że w tych 10 minutach będzie bardzo dużo nowych wyrażeń.
  4. Z napisami możesz obejrzeć 2-3 razy, a poźniej znów 2-3 razy bez napisów, wsłuchuj się w zdania i staraj się je powtarzać.
  5. Po analizie całego filmu (nieważne, ile tygodni będzie to trwalo), usiądź wygodnie, włącz film bez napisów i obejrzyj od początku do końca. Enjoy 😀

Nauka z filmami jest naprawdę bardzo przyjemna i bardzo skuteczna, bo uczysz się od razu żywego języka, dialogów. Jeżeli nie lubisz książek, wrzuć je do szuflady i pracuj z filmem 🙂

Tak jak pisałam na początku, ciężko jest polecić filmy, bo nie każdemu się moje sugestie mogą spodobać. Ale może komuś tak, więc to są moje 3 typy:

  1. Bajki dla dzieci. Jeżeli masz dzieci, a szczególnie małe dzieci, obejrzyyj coś razem z nimi, zobacz czy Ci się spodoba, a jak dzieci pójdą spać, obejrzyj po raz drugi, trzeci i kolejny. Jedną z najlepszych bajek do nauki jest nielubiana przez rodziców (należę do tego grona :P) Peppa Pig. Odcinki są krótkie, język prosty, dużo zwrotów się powtarza, łatwo je utrwalić, więc naprawdę warto wykorzystać tę bajkę do nauki. Poza tym na youtube można włączyć napisy. Ale jeżeli nie możesz się przemóc, bo na widok Pepy dostajesz białej gorączki, to daj sobie spokój, nie warto się męczyć, szukaj takiej bajki, którą obejrzysz z przyjemnością.
  2. Typowe filmy do nauki angielskiego Oxford English Video. Są dość stare, jakość nie jest świetna i niestety w napisach pojawiają się błędy, ale język jest prosty, aktorzy mówią wolno i wyraźnie, niektóre sytuacje są dość zabawne, więc przyjemnie się ogląda. Ja te odcinki często wykorzystuję na lekcjach, bo można prowadzić bardzo fajne konwersacje, ćwiczyć słownictwo i struktury gramatyczne.
  3. Komedie romantyczne. To już jest temat rzeka, bo takich filmów istnieje cała masa. Polecam akurat ten gatunek, bo zwykle historie są łatwe do zrozumienia, wręcz banalne, do pracy nad językiem idealne. Moje typy to: The Holiday, How to lose a guy in 10 days, Notting Hill, Bridget Jones’s Diary, The Wedding Planner. To tylko kilka, które według mnie przyjemnie się ogląda.

Mam nadzieję, że ten wpis rozjaśni nieco problem pod tytułem: co ja mam oglądać, przecież ja nic nie rozumiem! Pamietaj, że systematyczna praca, to droga do sukcesu. Z każdym filmem będzię coraz lepiej 🙂

Zrozumieć angielski

black headphones with mobile smartphone
Photo by Kaboompics .com on Pexels.com

Ze zrozumieniem tekstów słuchanych jest najwięcej problemów. Dzieje sie tak wtedy, kiedy ucząc się języka, skupiamy się na podręcznikach, gramatyce, czytaniu. Z mówieniem jest mniej problemów, bo jesli znasz podstawowe słowa, zawsze jakieś zdanie sklecisz, coś wydukasz, a jak trzeba, to i na migi sie dogadasz. Najwięcej stresu kosztuje jednak brak rozumienia ludzi rozmawiających po angielsku. Poznałam kiedyś chłopaka, który był w Anglii ponad rok, ale angielskiego nie znał prawie w ogóle. Mieszkał z Polakami, pracował też z Polakami, w domu była polska telewizja, więc praktycznie zero kotaktu z angielskim na co dzień. Pewnego dnia jechał do pracy autobusem, usiadł obok starszej pani, która w pewnym momencie zadała mu krótkie pytanie po angielsku. Chłopak popatrzył na nią przerażony, pani powtórzyła pytanie dwa razy, on wzruszył tylko ramionami, po czym pani wskazała na jego zegarek. Domyślił się, że pytała o godzinę, więc coś wydukał pod nosem, po czym z ulgą wysiadł na kolejnym przystanku. Wydarzenie to było o tyle pozytywne, że chłopak postanowił zacząć uczyć się angielskiego zapisując się na kurs. Nasze drogi się rozeszły, więc nie jestem w stanie stwierdzić, jak sobie poradził. To bylo jakies 14 lat temu, więć jeśli nadal mieszka w Anglii, mogę tylko mieć nadzieję, że nie ma problemu, żeby przeprowadzić krótki dialog ze starszą panią w autobusie. Chyba, że przesiadł się w samochód i autobusami już nie jeździ 🙂 Z własnego doświadczenia wiem, że jeżeli na przystanku/w autobusie jest starsza pani, istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że będzie chciała dialog rozpocząć, także miej oczy i uszy szeroko otwarte 😉

Pomyślisz: Jak można nie zrozumieć tak krótkiego pytania? Otóż jest to jak najbardziej możliwe, jeżeli nie masz do czynienia z językiem na co dzień albo z konkretnym akcentem. Mnie kiedys chłopak z Liverpool zapytał: Where is the toilet? Przysięgam, że tylko toilet zrozumiałam 😀 A było to już po kilku ładnych latach pobytu w Anglii, także takie kwiatki mogą zdarzyć się każdemu. Niezroumienie pytania, nie jest niczym wstydliwym, zawsze można poprosić o powtórzenie, tylko niektórych w takim momencie paraliżuje strach lub wstyd.

Ale nie o mówieniu dzis, tylko o słuchaniu 🙂

Co robić, żeby lepiej rozumieć angielski? Oczywiście słuchać przede wszystkim. Ale jak i czego słuchać? Wszystkiego jak leci, oby było po angielsku? Otóż nie. Jeżeli dopiero uczysz się angielskiego albo uczysz się od dawna, a właśnie z rozumieniem ze słuchu masz największe problemy, warto zastanowić się dlaczego. Moje zdanie jest takie, że nie słuchasz w ogóle albo za mało, albo słuchasz czegoś, czego i tak nie rozumiesz. Bo jeśli mało rozumiesz, to czy warto oglądać wiadomości na BBC, filmy czy programy dokumentalne? Zawsze warto, żeby mieć kontakt z językiem, radio czy telewizor, może sobie grać w tle, coś Ci wpadnie jednym uchem, drugim wypadnie, ile zapamiętasz, to już inna historia. Moja rada jest taka: słuchaj, oglądaj jak chcesz i ile chcesz, ale te 10-15 minut dziennie na naukę angielskiego wykorzystaj efektywnie, czyli słuchaj tak, żeby uczyć się rozumieć.

  1. Słuchaj krótkich, prostych tekstów, np z kanału, który wcześniej polecałam do nauki słówek English Short Stories. Najlepiej niech to będzie tekst, który trwa 2-3minuty i do którego masz tekst napisany.
  2. Najpierw tylko posłuchaj całego tekstu.
  3. Później posłuchaj jeszcze raz, jednocześnie śledząc wzrokiem tekst napisany.
  4. Znów skup się tylko na słuchaniu.
  5. Następnie słuchaj po 2-3 zdania albo nawet po jednym zdaniu i tak coraz dalej w tekst, wracając do początku, aż przesłuchasz  całość i będziesz w stanie wszystko zrozumieć.
  6. Na ten sam tekst poświęć tydzień albo i dwa, jeśli jest taka potrzeba. Nikt Cię nie goni, uczysz się dla siebie. Efekt końcowy ma być taki, że rozumiesz cały ten tekst, od początku do końca.
  7. Kiedy rozumiesz jeden tekst, zacznij to samo z kolejnym, ale do tego pierwszego wracaj, do drugiego i kolejnych też. Powtórki są bardzo ważne.

Słuchać można wszystkiego: bajek, audibooków, piosenek, podcastów, pamietaj tylko, aby skupić się na jednej rzeczy tak długo, jak tego potrzebujesz i dzielić teksty na krótkie ‘słuchowiska’. Największą satysfakcją będzie dla Ciebie to, że za miesiąc na przykład zrozumiesz 10 minut tekstu, z którego dziś jesteś w stanie zrozumieć 20%. Pomyśl, ile będziesz w stanie zrozumieć za rok, jeśli od dziś naprawdę skupisz się na słuchaniu ze zrozumieniem? Nie zapominaj, że 10-15 minut dziennie naprawdę wystarczy, jeśli słuchasz codziennie 🙂

Dlaczego słuchanie jest ważne?

woman with headphones listening music
Photo by Kaboompics .com on Pexels.com

Kiedy uczyłam się angielskiego w szkole/na studiach, najbardziej na lekcjach brakowało słuchania. Lekcje oparte były na podręcznikach i rozwiązywaniu ćwiczeń gramatycznych. Należę do pokolenia dinozaurów, które z internetem zapoznało się na studiach, a w telewizji nie było kilkuset kanałów (a i tak było więcej fajnych rzeczy do oglądania :)). Filmy anglojęzyczne były tylko z lektorem, także kontakt z językiem angielskim był bardzo ograniczony. Teraz już wiem, że nauka języka obcego oparta na podręczniku nie przynosi oczekiwanych rezultatów, ale o tym dowiedziałam się w brutalny sposób, kiedy przyjechałam do Anglii. Obecnie dostęp do internetu, YouTube czy Netfllix, znacznie ułatwiają kontakt z językiem. Nie musisz mieszkać w Anglii czy Stanach, żeby słuchać ludzi mówiących po angielsku codziennie.

Języka polskiego nauczylismy sie od rodziców, babci, dziadka, kolegów itd, wtedy, kiedy jeszcze nie umielismy czytać ani pisać. Bardzo często spotykam się z tłumaczeniem: bo ja jestem wzrokowcem, jak nie zapiszę/nie przeczytam, nie zapamiętam. Ale przecież nie rodzimy się wzrokowcami, języka uczymy się ze słuchu, osłuchujemy się, zanim zaczniemy mówić, wzrokowcami stajemy się w szkole, kiedy zaczynamy przyswajać wiedzę czytając i pisząc. A przecież z nauką języka tak nie jest, najpierw słuchamy, później mówimy, a dpiero kiedy zaczynamy szkołę uczymy się czytać i pisać. Tymczasem nauka języka obcego w szkole odbywa się na zupełnie innych zasadach. Dostajemy/kupujemy podręcznik, zeszyt ćwiczeń, zeszyt i zaczynamy od czytania i pisania. Słuchanie albo jest albo go nie ma, a w klasie 30 osób o praktyce mówienia można zapomnieć. Na kursach językowych jest zapewne lepiej, chociaż to też zależy od kursu i nauczyciela.

Dlaczego więc taki nacisk kładę na słuchanie? Bo jesli nie słuchasz, nie nauczysz się języka, nie nauczysz się rozumienia i swobodnej komunikacji, język mówiony i język pisany to niemal dwa różne światy. Bardzo często zdarza się, że uczeń nie rozumie krótkiego tekstu ze słuchu, ale jak ten tekst zobaczy, przeczyta, okazuje się, że rozumie wszystko. Takie ćwiczenie najłatwiej otwiera oczy na to, na ile jestesmy osłuchani z językiem.

Ja absolutnie nie neguję wzrokowców. Jeżeli faktycznie łatwiej zapamietujesz/przyswajasz wiedzę, kiedy coś widzisz/zapiszesz, nie mam z tym żadnego problemu, ale słuchaj tego, co czytasz. Jeżeli chcesz odnaleźć w słowniku nowe słowo, nie skupiaj się tylko na przeczytaniu i zapisaniu, ale także to słowo odsłuchaj i powtórz kilka razy. Polecam multimedialny słownik angielskiego https://www.diki.pl/, gdzie można odsłuchać słowo i całe przykładowe zdania. Obecnie każdy multimedialny słownik ma taką funkcję.

Jeżeli dopiero zaczynasz swoją przygodę z angielskim, pamietaj, żeby słuchać od samego początku, nie skupiaj się tylko na tekstach czytanych i gramatyce. Jeżeli uczysz się angielskiego już jakis czas, a nadal masz problemy ze zrozumieniem tego języka, zastanów się, jak często słuchasz, a jak często czytasz po angielsku.

O tym w jaki sposób i czego słuchać napiszę wkrótce.

Do sukcesu małymi krokami

pexels-photo-1496146.jpeg
Photo by rawpixel.com on Pexels.com

Decyzja została podjęta: chcesz nauczyć się angielskiego. Czy wystarczy chcieć? Dobre chęci to podstawa, ale na dobrych chęciach często po prostu się kończy. Kupujesz coraz więcej książek, które leżą i się kurzą, ściagasz nowe aplikacje, o których zapominasz, chodzisz na lekcje, nieważne czy jest to kurs czy lekcje indywidualne, ale chodzisz, płacisz i niech ktoś spróbuje powiedzieć, że się nie uczysz. Dziś chcę napisać o tym, jak ważne jest wyznaczać sobie małe cele i próbować je osiagać, bo to jest klucz, którym otworzysz drzwi do dalszej nauki.

Przede wszystkim musisz sobie odpowiedzieć na jedno pytanie: Dlaczego chcesz się uczyc angielskiego? Co Cię motywuje? Jaki masz cel? Oczywiście można łatwo odpowiedzieć na to pytanie, np:

  1. Chcę swobodnie rozmawiać po angielsku, kiedy wyjadę za granicę.
  2. Mieszkam w Wielkiej Brytanii/USA i chcę się porozumiewać z ludzmi.
  3. Chcę znaleźć lepszą pracę.
  4. Chcę rozumieć filmy po angielsku, czytać książki itd. itp

Można tak wymieniać długo. Pytanie brzmi, czy to są naprawdę cele? Czy mogą zmotywować? Cele to owszem są, ale do ich realizacji daleka droga, co średnio motywuje. Na czym najlepiej się skupić, żeby naprawdę czuć się zmobilizowanym i żeby motywacja nie umarła śmiercią naturalną? Najlepszą motywacją są cele małe, osiągalne w kilka miesięcy, nawet w rok, ale to nie perspektywa kilku lat.

Przykładem może być tutaj zakup mieszkania/domu. Kazdy chce kiedyś w życiu zostać właścicielem własnych czterech kątow. Jeżeli musisz uzbierać na depozyt, wiesz, że to potrwa, że zaoszczędzisz wystarczająco za 5, może nawet 10 lat. Co robisz w takiej sytuacji? Jak planujesz? Zwykle stopniowo. Robisz plan, zakładasz konto oszczednościowe, obliczasz ile możesz zaszczędzić miesięcznie, tyle odkladasz i obliczasz, ile oszczędnosci będziesz mieć za rok. Na tym się skupiasz. Po roku droga do celu nadal bardzo daleka, ale jakaś suma juz na tym koncie jest, z roku na rok będzie rosła, byc może jesteś w stanie zaoszczędzić miesięcznie więcej, byc może decydujesz się na dodatkowe nadgodziny, żeby cos do oszczędności dołożyć. Nadal pracujesz, nadal oszczędzasz, a suma co roku jest większa. Z jednej strony czujesz się przytłoczony, że tyle lat oszczędzania przed Tobą, z drugiej strony, z radością patrzysz na konto, że pieniędzy przybywa.

O to właśnie chodzi w nauce języka. Wyznaczaj sobie małe cele, realizuj je, ciesz się z małych sukcesów i chociaż czasem załamie Cię fakt, że przed Tobą jeszcze bardzo dużo nauki, to myśl o tym, że z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc umiesz coraz więcej, powinna Cię mobilizować.

Jeżeli Twoim celem jest np swobodna komunikacja, wyznaczaj sobie małe cele ‘tematyczne’: załóż sobie, że za miesiąc czy dwa będziesz w stanie się przedstawić, powiedzieć coś o sobie i o swojej rodzinie, za trzy miesiące opowiesz o tym, co lubisz,  a czego nie lubisz, za cztery miesiące opowiesz gdzie mieszkasz i jak wygląda Twój dom itd. O tym jak się uczyć słówek, jakie filmy oglądać, z jakich książek korzystać, będę pisać, na razie skup sie na tym, co chcesz umieć za miesiąc i wyznacz sobie swój pierwszy cel. Możesz zaznaczyć datę w kalendarzu, zapisać na kartce i powiesić na ścianie/lodówce, być może to zmobilizuje Cię jeszcze bardziej, bo masz konkretny cel.

Do dzieła! 🙂

 

 

Od czego zacząć naukę języka?

adult blur books close up
Photo by Pixabay on Pexels.com

Wiesz już, że chcesz się nauczyć angielskiego, ale nie wiesz od czego zacząć. Jaki kurs wybrać? Jeśli lekcje prywatne to z kim? Z jakich książek korzystać, stron, aplikacji? Na tym blogu  postaram się pomóc Ci zacząć przygodę z angielskim w odpowiedni sposób. Problem polega na tym, że jeśli zaczniesz źle, to szybko się zniechęcisz. W obecnych czasach mamy dostęp do wszystkiego i często nas to przerasta. Jeżeli Twoja przygoda  z angielskim zaczęła się jakiś czas temu, a nadal nie potrafisz swobodnie się w tym języku komunikować, najwyższy czas odpowiedzieć sobie na kilka pytań:

  1. Ile książek do nauki angielskiego stoi na Twojej półce?
  2. Na ilu stronach się zarejestrowałeś/aś?
  3. Ile aplikacji do nauki angielskiego masz na telefonie?
  4. Z której z wyżej wymienionych najczęściej korzystasz?

Myślę, że nie pomylę się za bardzo jeśli odpowiadając na ostatnie pytanie stwierdzę, że z żadnej, bo ciągle kupujesz/czytasz/ściągasz nowe. Sama tak kiedyś robiłam z angielskim, później z hiszpańskim, traciłam czas, pieniądze, a efekty były marne.

Jeżeli zaczynasz kurs językowy czy lekcje prywatne i trafisz na dobrego nauczyciela, na pewno dostaniesz dobre wskazówki na temat tego w jaki sposób i  z czego się uczyć. Jeśli chcesz zabrać się za naukę samodzielnie, wybierz to, co najbardziej Ci odpowiada: strona internetowa, książka, aplikacja. Na początek skup się na jednej rzeczy! Jeśli coś Cię nudzi, czy wydaje się za trudne, książkę schowaj, aplikację wykasuj i szukaj dalej, aż znajdziesz to,  z czego najlepiej, najwygodniej, a przede wszystkim najskuteczniej będzie Ci się uczyć. Nie ma cudownych metod, kursów, aplikacji, języka nie nauczysz się w 2 tygodnie albo w czasie snu, jak to niektórzy obiecują. Nauka języka nie jest zajęciem łatwym, ale może być przyjemna i jeśli zaczniesz uczyć się systematycznie, korzystając z dobrych źródeł, możesz liczyć na efekty.

Jeśli nie wiesz z jakich źródeł korzystać, zapraszam do śledzenia mojego bloga, bo na pewno znajdziesz tutaj sporo pomysłów.

Kursy językowe a lekcje indywidualne.

Kursy językowe to dość specyficzna forma nauki. Kiedy zapada decyzja o nauce angielskiego, czy jakiegokolwiek innego języka, zwykle zaczynamy szukać kursów lub lekcji prywatnych. Ja, jak już wcześniej wspominałam, uczyłam się angielskiego trochę samodzielnie, trochę na lekcjach prywatnych plus nauka w szkole. Na kursie językowym w Polsce nie byłam, poza zaliczeniem jednej próbnej lekcji Callana (podobało mi się nawet, ale chyba godziny mi nie pasowały, żeby kontynuować, nie pamietam, bo to bardzo dawno temu bylo). W Anglii byłam na 3 kursach językowych i nie wspominam ich najlepiej.

Według mnie minusyy kursów językowych to:

  • Duże grupy – nie ma indywidualnego podejścia, bo w grupie nauczyciel nie jest w stanie skupić się na każdym uczniu z osobna, a jeśli chodzi o język i jego przyswajanie, to jest to bardzo indywidualna sprawa.
  • Podstawy programu i plan zajęć – nauczyciel na kursie językowym ma program do przerobienia i nie interesuje go raczej, czy uczeń sobie z danym zagadnieniem radzi czy nie. Ta sama lekcja nie będzie powtarzana kilka razy, bo nie ma na to czasu.
  • Gramatyka – regułki, ćwiczenia, a zastosowanie teorii w praktyce kiepskie.
  • Podręczniki – często nudne i trzeba uczyć się rzeczy, które nas nie interesują.

Plusy:

  • Jeśli jest to grupa międzynarodowa, szansa, żeby po angielsku porozmawiać z kolegą czy koleżanką, zawrzeć nowe znajomości, które można rozwijać poza szkołą i ćwiczyć angielski na neutralnym  gruncie.

I to by było na tyle 🙂

Oczywiście to jest moja sukiektywna opinia oparta na własnych doświadczeniach. Obecnie na rynku jest mnóstwo kursów, więc jeśli ktoś bardzo chce, na pewno znajdzie coś dla siebie. Zdecydowanie polacałabym jednak małe grupy, gdzie jest możliwość poćwiczenia konwersacji, ale jednocześnie nauczyciel widzi zarówno braki jak i postępy każdego ucznia.

Jeśli o mnie chodzi, prowadzę obecnie tylko lekcje indywidualne, ponieważ trafiają do mnie głównie osoby poczatkujące albo takie, które za bardzo w siebie nie wierzą, a okazuje się, że całkiem niezle radzą sobie z angielskim, tylko trzeba im to udowodnić. Na lekcjach indywidualnych skupiamy się na tym, czego uczeń chce się nauczyć, nikt nas z programem nie goni, nie ma czegoś takiego jak program, który musimy przerobić, bo nic nie musimy, robimy co chcemy.

Plusy lekcji indywidualnych:

  • Skupiamy się na tym, czego uczeń chce się nauczyć: słuchanie, mówienie, gramatyka w praktyce, bez nudnych regulek i ćwiczeń.
  • Słuchamy/czytamy, to co chcemy, jeśli coś jest zbyt nudne, nie marnujemy czasu.
  • Różne zagadnienia przerabiamy wiele razy, wracamy do tych samych tekstów nawet co tydzień, jeśli jest taka potrzeba.
  • Elastyczność i spontaniczność w prowadzeniu lekcji.
  • Uczniowie z barierą językową zaczynają mówić. Zdarza się, że się ode mnie odwracają plecami, żeby się nie stresować, można i tak 🙂 Najważniejsze to przełamać strach, odkryć, że jednak jest się w stanie złożyć te kilka zdań, zrozumieć krótki tekst. Tacy uczniowie rzadko odnajdują się na kursie językowym, bo stres wygrywa.

Minusy:

  • Brak!

Tak jak wspomniałam, to jest moja opinia, można się z nią zgodzić lub nie, ale jeśli ktoś ma ogromną barierę językową i wypowiedzenie jednego zdania po angielsku wywołuje strach, zdecydowanie polecam zajęcia indywidualne.